Get Adobe Flash player

Spis treści

Parzymiechy przymusowo w Rzeszy Niemieckiej

W październiku 1939r. wszedł w życie dekret Hitlera o strukturze i zarządzie obszarów polskich zajętych przez Niemcy. Na mocy tego dekretu część ziem polskich została włączona bezpośrednio do Rzeszy. Pozostałe miały stanowić Generalną Gubernię. Z 21 gmin wiejskich dotychczasowego powiatu częstochowskiego, który jako odrębna jednostka administracyjna przestał już istnieć, 13 zostało włączonych do Rzeszy, w tej liczbie także gmina Lipie, a więc i Parzymiechy, wchodzące w jej skład. Na miejscu powiatu częstochowskiego utworzono nowy z siedzibą w Blachowni (Kreis Blachstadt), który wszedł w skład prowincji Górnośląskiej (Oberschlesien) i regencji opolskiej.

W Parzymiechach, jak i sąsiednich wsiach, odbierano Polakom gospodarstwa, wysiedlając ich lub wywożąc na roboty w głąb Niemiec, bądź zmuszając do pracy u sprowadzanych tu zewsząd (nawet z Besarabii) kolonistów niemieckich. Część tych gospodarstw wraz z zajętym przez Niemców majątkiem Potockich stanowiła nowo utworzone gospodarstwo niemieckie administrowane przez kierownictwo SS. Jego centrum znajdowało się w Parzymiechach. Budowano stajnie, stodoły i inne pomieszczenia gospodarcze. Zaczęto budować i krematorium, ale tej "inwestycji" nie udało się Niemcom oddać "do użytku" aż do końca wojny. W majątku pracowali Polacy oraz Żydzi, którym wydzielono utworzony w 1942r. "Zwangsarbeitslager für die Juden und Gefremde" - obóz przymusowych robót. Pobudowano drewniane baraki, oddzielnie dla Polaków, oddzielnie dla Żydów. Zarząd nad całością majątku sprawowali Brigadefuehrer - SS (gen. mjr) Otto Schmelt, Praesident des Regierungs Bazirk Oppeln, który zamieszkał w oficynie Potockich, stale otoczony strażą funkcjonariuszy SS i SA.

W szczególnie ciężkich warunkach pracowali Żydzi, bici, maltretowani,głodzeni. Pochodzili głównie ze Śląska i Zagłebia. Skoszarowani byli w obozie otoczonym kolczastym drutem, którego strzegli SS-mani i policjanci z komendantem obozu Oberscharfuehrerem - SS Meiwaldem na czele. Stan liczebny obozu wynosił mniej więcej zawsze ok. 500 osób. Zmarłych z wycieńczenia i zabitych przez straż obozową, których grzebano na terenie żwirowni przy wsi Grabarze lub w lesie gołocińskim pod Zimnowodą, zastępowali ciągle nowi. Trzeba powiedzieć, że mieszkańcy Parzymiech w miarę swych możliwości starali się ulżyć doli nieszczęsnym więźniom, choć groziły za to surowe kary ze śmiercią włącznie. Ułatwiano im zdobywanie żywności, przekazywano wieści od rodzin.