Get Adobe Flash player

Spis treści

Parzymiechy w ogniu działań wojennych (1939-1945)

O godzinie 4.45 wojska niemieckie rozpoczęły działania wojenne na całej długości granicy z Polską. Parzymiechy odległe od granicy o 20 km, już od wczesnych godzin rannych znalazły się w ogniu walk. Z przeważającymi siłami niemieckiej 19 DP walczyły tu oddziały 83 Pułku Piechoty Strzelców Poleskich im. Romualda Traugutta z Kobrynia. Parzymiechy w toku ciężkich zmagań dwukrotnie przechodziły z rąk do rąk. Poległo tu 29 żołnierzy, a wielu zostało rannych

Wojenne dzieje 83 pp jako Oddziału Wydzielonego 30 DP (dow. gen. bryg. Leopold Cehak) z Grupy Operacyjnej "Piotrków" (dow. gen. bryg. Wiktor Thommee), dowodzonego przez płk. dypl. Adama Nadachowskiego, podaję za relacją Eugeniusza Ryszarda Śmiałkowskiego, złożoną byłemu proboszczowi parafii parzymieskiej, księdzu J. Cieślakowi.

"(...) 30 sierpnia 1939 r. Dowódca Armii Łódź gen. dyw. Juliusz Rómmel, zarządził ostre pogotowie i wzmożoną czujność w oddziałach. Tego dnia żołnierze 83 pp pracowali przy budowie stanowisk w rejonie miejscowości Rusiec Wielki. Decyzja wysunięcia Oddziału Wydzielonego na przedpole rzeki Warty (Działoszyn, Parzymiechy, Lipie, odl. ok. 55 km) zapadła dopiero na odprawie dywizyjnej w godzinach wieczornych 30 sierpnia. Zaalarmowane oddziały 83 pp powróciły na kwatery, skąd ok. godz. 2200 forsownym marszem nocnym z 30 na 31 sierpnia wyruszyły do wyznaczonych rejonów. Około 200 w nocy trzeci batalion 83 pp, wzmocniony 2 baterią 30 pal osiągnął nakazany rejon lasów parzymieskich. Wykonując pośpieszne marsze nocne po złych drogach bez wypoczynku, żołnierze tak byli przemęczeni, że tego dnia w większości nie pobrali kolacji 1 września przed świtem dow. batalionu, mjr Mieczysław Olęderczyk, chcąc uprzedzić zapowiedziany przez dowódcę pułku przyjazd do oddziału, wyjechał konno z luzakiem na zachodnie przedpole wsi Parzymiechy, aby jeszcze raz przeanalizować teren. Wieś spała. Wszędzie w okolicy panowała cisza (...). Zaczęło świtać, gdy dowódca batalionu zatrzymał się na dominującym wzniesieniu na południe od wsi. W pewnym momencie doszły go odgłosy detonacji i wybuchów (od zachodu), a w kilka chwil potem zauważył lecący znad lasu klucz samolotów niemieckich. Jeden z lotników spostrzegł jeźdźców na wzgórzu i ostrzelał ich z broni pokładowej (...). Czołowy element rozpoznawczy nieprzyjaciela, wykorzystując teren od strony Zimnowody, przemknął się do wsi Parzymiechy. Po krótkiej walce Niemcy zostali ze wsi wyparci, tracąc jeńców z 73 pp 19 DP. Jeszcze tego dnia około godziny 1000 Niemcy rozpoczęli regularne natarcia przy silnym wsparciu ogniowym artylerii. Odpowiedź artylerii polskiej była natychmiastowa. W zmasowanym ogniu artylerii i broni piechoty natarcie niemieckie zatrzymało się. W godzinach popołudniowych, ok. 1600, ponowiono natarcie z kierunku południowo-zachodniego Karcze-Zimnowoda oraz z kierunku zachodniego, tj. Jaworzna. I tym razem wróg został zatrzymany ponosząc ciężkie straty (...)" Dzielną postawą bojową wykazali się zwłaszcza żołnierze 7 kompanii z jej dowódcą ppor. Wiktorem Bielowiczem, który poległ. Straty tej kompanii sięgały 40% stanu. Inny żołnierz 3 batalionu, kapral z 5 kompanii, Franciszek Gizler, tak wspomina tamte dni: "W dniu 1 września 1939 r., ok. godz. 900, wyruszyliśmy na zachodnie przedpole wsi Parzymiechy. Tam też Niemcy przypuścili atak na naszą kompani. Podpuściliśmy ich blisko, po czym otworzyliśmy ogień. Zginęło wielu Niemców. Z naszych żołnierzy było tylko dwóch rannych. Do sukcesu w tym starciu walnie przyczynił się szwadron naszej kawalerii. Dowódcą mojego plutonu był por. Franciszek Matusiak. Nakazał pościg za nieprzyjacielem, poszliśmy więc naprzód i to był błąd. Tym razem zostaliśmy zatrzymani przez znacznie licznejsze zmotoryzowane oddziały niemieckie, które silnym ogniem ckm i artylerii zmusiły nas do wycofania się w rejon lasów obok wsi Grabarze w kierunku Działoszyna. Z mojego plutonu, liczącego 60 ludzi, poległo wówczas 15 żołnierzy wraz z por. Matusiakiem, kapralem Wrońskim oraz moim serdecznym kolegą, kapralem Stanisławem Robakiem".