Get Adobe Flash player

Parzymiechy za Walewskich
(1797-1865)

Przez 68 lat (1797-1865) Parzymiechy były w posiadaniu rodziny Walewskich. Za czasów ostatniego z parzymieskich Walewskich, Ludwika, w czasie powstania styczniowego w warsztatach majątku wyrabiano i naprawiano broń, zaopatrywano powstańców w żywność, leczono rannych. Odnotować też trzeba liczny udział w powstaniu chłopów z Parzymiechy i Zimnowody.

Zbrojne starcia powstańców z kozakami rosyjskimi miały miejsce w rejonie m.in. Klusek, Rudnik Wieluńskich, Wąsosza. Łącznikiem między Walewskimi a powstańcami był mieszkaniec Parzymiech o nazwisku Hałka. Znane jest też nazwisko jednego z powstańców powieszonych przez kozaków w parku na wiązie, był to robotnik majątku, Strzelczyk. Jak wiadomo, powstanie zostało stłumione, a jego najważniejszym wynikiem było ostateczne uwłaszczenie chłopów. 2 marca 1864 r. rząd carski ogłosił dekret, mocą którego chłopom dano na własność uprawianą przez nich ziemię oraz przyznane serwituty, tj. możność wypasania bydła na pańskich pastwiskach i korzystania z pańskich lasów. Rzecz jasna chłopi zostali także uwolnieni od powinności pańszczyźnianych.

Po upadku powstania kozacy usiłują Walewskiego ująć. Pewnego dnia otoczony został park i dwór. Walewski, w porę poinformowany przez swoich pracowników, przy ich pomocy, na wozie, przykryty obornikiem, zostaje wywieziony do lasu pod wsią Giętkowizna, zaś stamtąd przedostaje się do Sieradza.

W roku 1865 Walewski sprzedaje dobra parzymieskie niemieckiemu baronowi von Klitzing, który majątek eksploatuje przez 26 lat, karczując lasy bogate w wielowiekowy drzewostan dębów, buków, jodeł, świerków i sosen.

Ciekawe podanie, związane z osobą Marii Walewskiej, zyskało lokalny rozgłos. Przyznam jednak, nie wiem, ile w nim prawdy. Otóż Napoleon, wyprawiając się na Rosję, miał spotkać się w Parzymiechach ze sławną Marysieńką na rendez-vous w miejscowym parku. Odjeżdżając, zlecił ogrodnikowi upamiętnienie tego miejsca przez wsadzenie drzewa w kształcie litery "W". Trzeba powiedzieć, że właśnie takie drzewo, choć częściowo zniszczone, rośnie tu po dzień dzisiejszy.

Wojska napoleońskie, stacjonując w Parzymiechach, grabiły miejscowych chłopów z siana i zbóż, przeznaczając je na cele aprowizacyjne. Wszyscy więc niecierpliwie oczekiwali dnia wyjazdu wojsk ze wsi. W przeddzień Walewski wydał pożegnalny bal dla Napoleona i jego generałów. Bawiono się do samego rana. Po takiej nocy cesarz jadąc konno zgubił swą słynną "napoleonkę". Kilku chłopów znalezioną czapkę zawiesiło na kij i obnosząc po wsi wołało: Napoleon! Legenda głosi, że w miejscu znalezienia czapki, dwa kilometry od Parzymiech, nowo powstałą osadę nazwano dlatego Napoleonem.

Za Walewskich sprowadziło się do Parzymiech kilka rodzin, których potomkowie żyją po dzień dzisiejszy. Zachowały się w ludzkiej pamięci nazwiska tych osadników. Wg m.in. Antoniego Sobery i Józefy Szczukowej byli to: Michał Mazur, Józef Grądys, Jan Pszenica, Andrzej Cieślak, Józef Sobera, Jan Kowalczyk, Karol Ziółkowski oraz Żyd, Jose Weistfelner. Skąd oni przybyli, nie wiadomo. Istnieje przypuszczenie, że wywodzili się spośród zesłańców na Sybir, którym po klęsce caratu w wojnie krymskiej (1853-56) i śmierci Mikołaja I nowy car Aleksander II udzielił amnestii. Nowi przybysze założyli osadę nad stawem 29 źródeł przy drodze z Kleśnisk do Napoleona, która wówczas biegła przez środek parku, dzieląc go na część północną, gdzie mieścił się dwór Walewskich, a następnie barona von Klitzinga, oraz południową, gdzie zamieszkali przybysze, pracujący w majątku. Rychło, z pochodzącego z 2 III 1864 r. ukazu cara, ziemię, którą uprawiali, otrzymali na własność. Później zresztą ustąpili ją Potockiemu w zamian za grunta położone nieco dalej od majątku (więcej szczegółów w rozdziale .

art ze  strony Kamila Grondysa