Get Adobe Flash player

kpt_Warszyc

 

Stanisław Sojczyński zaraz po aresztowaniu w końcu czerwca 1946


Gdy stało się jasne, że budowana przez komunistów Polska jest inna od tej, o jakiej marzyli żołnierze AK, wielu postanowiło nie rezygnować walki. Według szacunków po wojnie w konspiracji pozostało blisko 200 tys. osób, z tego ok. 17 tys. trafiło do oddziałów partyzanckich. W okolicach Radomska, Częstochowy, Wielunia, Piotrkowa Trybunalskiego znaleźli się przede wszystkim w szeregach Konspiracyjnego Wojska Polskiego stworzonego przez "Warszyca".
Sojczyński nie od razu podjął decyzję o odbudowie organizacji. Przez pewien czas ukrywał się i dopiero 3 kwietnia 1945 r. rozkazał swym żołnierzom wznowić kontakty. Działalność rozpoczęto w końcu maja. Gdy płk Jan Mazurkiewicz "Radosław" wydał słynną deklarację o wyjściu z podziemia, "Warszyc" uznał to za zdradę.
W powiecie częstochowskim rozpoczęto budowę komendy powiatowej "Napęd". Jej dowódcą został dowódca Leon Brzask "Jarząbek", a po nim Eugeniusz Walczak vel Tadeusz Ostaszewski "Konrad". Komenda nie była zbyt liczna - w chwili likwidacji było w niej ok. 60 osób. Prowadziła jednak aktywną działalność wywiadowczą, wprowadzając swoich ludzi w szeregi UB i MO. Struktury cywilne "Napędu" funkcjonowały na tyle dobrze, że w marcu 1946 r., gdy rozbudowane KWP (blisko 2600 członków) miało kłopoty z zakonspirowaniem, sztab organizacji przeniesiono z Radomska do Częstochowy. Ukrywał się tutaj zarówno Sojczyński, jak i szef wywiadu KWP Stanisław Żelanowski "Nałęcz".
Organizacja miała już wtedy wielu wywiadowców ulokowanych w urzędach bezpieczeństwa i komendach MO. Dużym sukcesem było np. zwerbowanie do współpracy z KWP szefa Miejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Częstochowie Stanisława Korola, a także kierownika tutejszego I Komisariatu MO Stanisława Kweca, ps. "Chudy". Współpracownicy przekazywali informacje dotyczące planowanych akcji, konfidentów, ułatwiali zwalnianie zatrzymanych.

Akcja na Radomsko
Największa akcja oddziałów "Warszyca" miała miejsce w nocy z 19 na 20 kwietnia 1946 r. Celem ataku było Radomsko, a przede wszystkim areszt, w którym przebywali żołnierze KWP. Dowodził por. Jan Rogólka "Grot" - komendant KWP powiatu Piotrków Trybunalski. Uwolniono więźniów, nie udało się natomiast rozbić bankowego skarbca i wykonać zaplanowanych wyroków.
Część wycofujących się oddziałów stoczyła kilka potyczek z siłami bezpieczeństwa. Grupa Henryka Glapińskiego "Klingi" aresztowała m.in. ośmiu enkawudzistów, których "Klinga" bez konsultacji z "Warszycem" kazał rozstrzelać. To wydarzenie poważnie zaciążyło na wizerunku organizacji. Kolejnym była zwycięska potyczka z 6. Pułkiem Piechoty z Częstochowy. Mocno nagłośniono śmiertelne ofiary wśród żołnierzy, których partyzanci często traktowali inaczej niż funkcjonariuszy UB. W archiwach odnaleziono jednak dokumenty, z których wynika, że żołnierze byli ofiarami funkcjonariuszy strzelających do przechodzących na stronę partyzantów. Wydźwięk całości był jednak niekorzystny dla KWP. W Częstochowie zorganizowano demonstracyjny pogrzeb ofiar. Na trzy godziny zamknięto fabryki, sklepy i urzędy, a w uroczystościach miało wziąć udział 40 tys. ludzi.
Akcję w Radomsku obszernie opisał "Głos Robotniczy" - w cyklu artykułów o "Warszycu", kreowanego na krwawego watażkę. Ciekawostką jest, że autorem, który krył się pod pseudonimem "Ewa Połaniecka", był popularny później pisarz Zbigniew Nienacki.
Początek końca
Upokorzenie, jakim dla władzy była akcja na Radomsko, spowodowało natychmiastową reakcję. Mieczysław Moczar, szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Łodzi, utworzył specjalną grupę operacyjną do walki z partyzantami. Najpierw udało się jej ująć 17 uczestników akcji. Pokazowy proces odbył się przed sądem w Częstochowie - na sesji wyjazdowej w sali kina Kinema w Radomsku. W czasie jednodniowej rozprawy - 7 maja - nie przesłuchano żadnych świadków, wspólny dla wszystkich obrońca z urzędu także nie zabrał głosu. 12 oskarżonych skazano na karę śmierci. Mimo groźby Sojczyńskiego, że w razie wykonania wyroku rozstrzela 120 komunistów, 12 żołnierzy KWP zostało zamordowanych. Według relacji kombatantów wyrok wykonali funkcjonariusze bezpieki, którzy, pijąc alkohol, znęcali się nad skazanymi. Zmasakrowane ciała porzucili w poniemieckim bunkrze w lesie koło Bąkowej Góry.
Bezpieka wkrótce odniosła kolejny sukces. Aresztowała w Częstochowie (głównie w Domu Księży Emerytów przy ul. 3 Maja) związanych z KWP Halinę Kremblewską, Czesława Kijaka, Kazimierza Brodziaka, Zygmunta Łęskiego, Andrzeja Zbierskiego i Henryka Brzózkę. Aresztowanie tego ostatniego okazało się kluczowe, Brzózka zgodził się bowiem na współpracę z UB. W efekcie 28 czerwca przy ul. Wręczyckiej 17 zatrzymano Sojczyńskiego.
Proces "Warszyca" rozpoczął się w Łodzi 9 grudnia 1946 r.

 

 

Razem z nim był sądzony m.in. częstochowianin Zygmunt Łęski - radny, działacz społeczny, nauczyciel. Nie był członkiem KWP, ale przechowywał magazyn broni dla organizacji.
Na karę śmierci skazano początkowo ośmiu żołnierzy KWP. Wyrok wykonano na sześciu z nich - 19 lutego 1947 r. Był wśród nich "Warszyc". Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie zostali pochowani.W 2007 roku prezydent RP Lech Kaczyński przyznał pośmiertnie kapitanowi Stanisławowi Sojczyńskiemu

 

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski



Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
Tomasz Toborek*